Zawsze jest tańsza ryba

Technologia FDM / FFF wydawała się być od dawna „skończona” – jedyne realne innowacje jakie pojawiały się w tym segmencie dotyczyły nowych materiałów, które były coraz bardziej „wydajne”, „wytrzymałe” i „wysoko-coś-tam” oraz oprogramowania, które stawało się łatwiejsze w obsłudze, bardziej intuicyjne i zautomatyzowane. Z innych rzeczy – po fiasku domowych drukarek 3D, wszyscy producenci przestawili się na produkcję „maszyn klasy przemysłowych”, czego konsekwencją było to, że druk 3D przestał być nazywany drukiem 3D, tylko stał się wytwarzaniem przyrostowym (Additive Manufacturing). Ale co do zasady – pod względem technologicznym wszystko pozostawało takie samo. Aż wydarzył się rok 2022 i światu objawił się Bambu Lab.

Nagle okazało się, że FDM / FFF wcale się nie skończył! Że da się zrobić coś innego. Że można drukować dużo-dużo szybciej. Że można drukować dużo-dużo szybciej i w jeszcze lepszej jakości. Że te wszystkie rozwiązania chmurowe dopiero teraz nabierają sensu – dopiero teraz zaczynają być naprawdę przydatne.

Bambu Lab

Bambu Lab wywrócił branże desktopowego druku 3D do góry nogami. Wstrząsnął przy okazji fasadami segmentu prawdziwie przemysłowego FDM / FFF, który dostrzegł w chińskiej firmie potencjalne zagrożenie – po raz pierwszy od czasu wczesnego MakerBot Industries. Wszyscy zaczęli gonić Bambu Lab, naprędce zmieniając firmware w swoich drukarkach 3D i przyspieszając ich pracę, żeby na zawsze nie zostać w tyle. Ale nic już nie było takie samo… Ustalony kilka lat temu układ sił na rynku zaczął się chwiać w podstawach, dotychczas niezwyciężeni zaczęli odnosić pierwsze dotkliwe porażki, a tłustym kotom zaczęła się po raz pierwszy pojawiać myśl o głodzie.

Bambu Lab

Bambu Lab to obecnie najlepsza desktopowa drukarka 3D na świecie. I jeżeli nie masz potrzeby drukować naprawdę dużych obiektów z ABS, PC, PA – stanowi realną alternatywę dla drogich i poważnych systemów produkcyjnych. Ale pozwólcie że powiem Wam trzy rzeczy:

  1. To nie pierwszy raz gdy mamy do czynienia z tego typu rewolucją.
  2. To wszystko już było – tylko inaczej.
  3. To nie koniec – to dopiero początek.

Bambu Lab jest sensacją tu-i-teraz. Ale za jakiś czas przyjdzie ktoś nowy i zrobi to samo. „Zawsze jest większa ryba” – chociaż w przypadku druku 3D, bardziej właściwym jest określenie – „zawsze jest tańsza ryba”.

Rewolucja #1 – Adrian Bowyer

Źródło: www.reprap.org

Technologia FDM została opracowana na przełomie lat 80-tych i 90-tych XX wieku przez małżeństwo Scott i Lisa Crump, którzy założyli Stratasys – jedną z pierwszych firm w rodzącej się właśnie branży AM. Technologia została zgłoszona do opatentowania w 1989 r., a trzy lata później skomercjalizowana pod postacią pierwszej drukarki 3D tego typu o nazwie 3D Modeler. Przez kolejnych kilkanaście lat pozycja Stratasys w tym obszarze była niezachwiana z uwagi na ochronę patentową. Jednakże w 2005 r. – na cztery lata przed wygaśnięciem głównego patentu na FDM, brytyjski wykładowca – dr Adrian Bowyer, rozpoczął prace nad „samoreplikującą się drukarką 3D” – w skrócie RepRap. Zainicjował w ten sposób pierwszą rewolucję w druku 3D, która doprowadziła nas do rozkwitu całej branży.

Generalnie projekt RepRap z punktu widzenia Stratasys stanowił pod koniec lat 00-nych jedynie ciekawostkę. Pierwsze drukarki 3D tego typu były prymitywne, ekstremalnie trudne w obsłudze, obsługiwały garść materiałów i żeby je zdobyć – trzeba było je samodzielnie zbudować. Był to ekstremalnie niszowy produkt dla garstki zapaleńców – hobbystów i amatorów nowych technologii, nie stanowiący absolutnie żadnego zagrożenia dla rosnącego w siłę Stratasys.

Rewolucja #2 – Bre Pettis

Źródło: www.wikipedia.org

Projektem Bowyera zainteresował się amerykanin Bre Pettis, który z dwójką kolegów inżynierów – Adamem Mayerem and Zachem „Hoeken” Smithem, stworzył alternatywę dla projektu Bowyera – Cupcake CNC, który zaczął być oferowany w otwartej sprzedaży jako projekt do samodzielnego montażu. Chociaż wciąż bardzo prymitywny w działaniu, Cupcake był już „gotowym do złożenia” zestawem, nie wymagającym samodzielnego biegania po sklepach elektronicznych i kosztował zaledwie 750 $, podczas gdy „osobista” drukarka 3D Stratasys – uPrint Personal Printer kosztował 14,900 $. W 2010 r. pojawiła się ulepszona wersja Cupcake – Thing-O-Matic, a dwa lata później doskonale przyjęty przez rynek MakerBot Replicator.

Równocześnie pomiędzy założycielami MakerBot – Zachem Smithem a Bre Pettisem i Mayerem dochodziło do coraz częstszych tarć w obszarze polityki firmy i jej tożsamości. Ostatecznie w kwietniu 2012 r. Smith został usunięty z firmy, tracąc równocześnie jakikolwiek kontakt ze swoimi niedawnymi wspólnikami. Gdy główny orędownik open-source zniknął, Pettis, Mayer i przedstawiciele funduszy inwestycyjnych, które wcześniej zainwestowały w firmę 10 mln dolarów, całkowicie zamknęli źródła swojej drukarki 3D, wypuszczając we wrześniu 2012 r. Replicator 2.

Replicator 2 z jednej strony wprawiła w zachwyt i ekstazę użytkowników drukarek 3D swoim wyglądem oraz klasą zastosowanych w niej rozwiązań, a z drugiej wzbudził złość i gniew informacją o zamknięciu źródeł i de facto zdradzeniu swoich początkowych ideałów. Niemniej jednak była to druga rewolucja, wobec której Stratasys nie mógł już przejść obojętnie… Bre Pettis stał się ikoną światowego druku 3D, będąc porównywanym ze Steve Jobs. In June 2013, Stratasys announced that it would acquire MakerBot Industries for $403 million, with the option of additional earn-out payments of an additional $201 million. Mimo że na rynku zaczęły pojawiać się liczni naśladowcy – Ultimaker, Printrbot, LulzBot, Solidoodle, Robo3D czy Airwolf3D, żaden z nich nie generował takich wyników sprzedażowych jak MakerBot i nie cieszył się taką popularnością. Mogło się wydawać, że Stratasys zdusił rewolucję FDM w zarodku…

Rewolucja #3 – Zortrax

Gdy wszystko wydawało się być już poukładane na nowo, w odległej Polsce, w miejscowości Olsztyn, pojawił się niewielki startup o dość dziwnej nazwie – Zortrax. W połowie 2013 r. firma zdobyła 179,471 dolarów dofinansowanie na Kickstarter, dostarczając wszystkie zamówione drukarki 3D przed deklarowanym czasem – co na tamte czasy było nie lada osiągnięciem. 24 stycznia 2014 r. świat druku 3D obiegła sensacyjna wiadomość, że Zortrax dostarczy 5000 swoich drukarek 3D do azjatyckiego oddziału DELL. Chociaż po dwóch latach ta informacja okazała się gigantycznym fake-news, otworzyło to firmie wrota na światowe salony druku 3D. Co więcej okazało się, że Zortrax M200 to naprawdę niesamowita maszyna! Tańsza od Replicator 2, przewyższała go jakością wykonania, lecz przede wszystkim oferowała wydruki 3D na poziomie dorównującym Stratasys.

Zortrax bardzo wysoko podniósł wszystkim poprzeczkę. Drukarka 3D – już nie amatorska, a prawdziwie desktopowa, posiadała zamknięty ekosystem, doskonałe jak na tamte czasy autorskie oprogramowanie Z-SUITE i była przede wszystkim bardzo wydajna, powtarzalna i niezawodna. W latach 2014-2015 Zortrax był jednym z najważniejszych graczy na europejskiej arenie druku 3D, a reszta próbowała go gonić…

Niestety firma popełniła jeden koszmarny błąd. Zamiast iść za ciosem i dalej rozwijać tą doskonałą konstrukcję, w 2015 r. pokazała światu kolejną generację swoich drukarek 3D – Zortrax Inventure. Urządzenie, które miało być zminiaturyzowanym Stratasys, posiadającym szczelnie zamkniętą i podgrzewaną komorę roboczą, dwie głowice drukujące, z czego jedną dedykowaną wyłącznie do materiału podporowego, zaliczyło fatalny falstart. Pierwsza duża partia sprzedanych drukarek 3D wróciła w całości na serwis i jej problemy konstrukcyjne udało się rozwiązać dopiero w połowie 2017 r. Niestety w tym czasie nikt już nie czekał na Inventure, gdyż pół roku wcześniej świat zachwycił się inną – dużo większą i równie przystępną cenowo drukarką 3D…

Rewolucja #4 – Ultimaker

Holenderski Ultimaker pojawił się na europejskim rynku amatorskiego druku 3D w 2011 r. tworząc jedną z ikonicznych konstrukcji opartych o kinematykę CoreXY. Drukarki 3D firmy oferowały wyjątkową jak na tamte czasy prędkość druku 3D i były wspierane przez cieszący się sporą popularnością w społeczności druku 3D oprogramowanie CURA (które z czasem zostało przejęte przez firmę). W 2013 r. Ultimaker zaprezentował poprawioną wersję swojej debiutanckiej drukarki 3D – Ultimaker 2 a w 2014 r. jej powiększoną wersję – Ultimaker 2 Extended.

Mimo sporej popularności, były to wciąż drukarki 3D stojące na pograniczu amatorskiego, konsumenckiego i przemysłowego druku 3D. To znaczy, że chociaż pozycjonowane jako consumer 3D printers, były dość często kupowane przez przedsiębiorstwa produkcyjne i wykorzystywane w codziennej pracy projektowej lub tworzeniu prostych narzędzi lub części końcowego użytku. Jednakże dopiero premiera Ultimaker 3 jesienią 2016 r. wywindowała holenderską firmę na sam szczyt popularności…

Ultimaker 3 był tym, co obiecywał Zortrax Inventure – dwugłowicową drukarką 3D, korzystającą z szerokiego spektrum materiałów klasy inżynieryjnej – w tym poliamidu czy PCABS. Za sprawą CEO firmy – Josa Burgera, Ultimaker udało się wprowadzić do największych firm przemysłowych świata jak również nawiązać współpracę w obszarze produkcji materiałów od druku 3D z największymi koncernami chemicznymi – BASF, Clariant, DSM, Dupont, Henkel, Mitsubishi, Owens Corning, czy Sabic.

Firma zaczęła doskonale radzić sobie na rynku amerykańskim, osiągając w krótkim czasie to czego Zortrax nigdy tak naprawdę nie udało się osiągnąć – stać się realną alternatywą dla amerykańskiego (narodowego) MakerBot Industries.

Niestety tak jak Zortrax popełnił błąd porywając się na zbyt ambitny dla niego projekt, tak Ultimaker zrobił rzecz całkowicie odwrotną – wszystkie kolejne drukarki 3D firmy były już w gruncie rzeczy takie same… Dodawane funkcjonalności – choć ciekawe i przydatne, nie były w żaden sposób rewolucyjne. Ostatni model – UltiMaker S7, przypominał praktyki Electronic Arts, wypuszczające corocznie nową wersję EA Sports FIFA…

Rewolucja #5 – Josef Průša

Źródło: www.reprap.org

Josef Průša jest jedną z ikon amatorskiego druku 3D jak również światowego ruchu open-source w ogóle. Twórca „lepszego RepRap” – o nazwie Prusa Mendel, zdołał przejść z pozycji jednego z czołowych animatorów społeczności tworzących własne drukarki 3D, do właściciela jednej z największych firm na światowym rynku druku 3D. A wszystko to za sprawą bardzo prostych i tanich drukarek 3D, które swoją jakością i wydajnością zaczęły z powodzeniem rywalizować z dużo większymi i droższymi MakerBot, Ultimaker czy Zortrax.

Pierwszym prawdziwie przełomowym punktem w karierze Průša była końcówka 2016 r., gdy nastąpił prawdziwy boom na jego drukarki 3D – Prusa i3 Mk2. Konsumenci na całym świecie zaczęli masowo kupować drukarkę 3D na święta bożego narodzenia jako prezent. Firma pozyskała w krótkim czasie rekordową ilość pieniędzy i PayPal – przez który przechodziły płatności realizowane w jego sklepie internetowym, zamroził ok. 1 mln dolarów, dziwiąc się tak gigantycznym wzrostem liczby transakcji. Ostatecznie sprawę udało się wyjaśnić (pozostawiając przykry niesmak), a Prusa Research w 2017 r. stało się jednym z czołowych graczy na europejskim rynku.

W kolejnych latach coraz więcej osób kupowało drukarki 3D Prusy do domu, doceniając jej genialny stosunek jakości do ceny. Z czasem do Prusa i3Mk2 i jej kolejnych iteracji zaczęły przekonywać się również duże firmy produkcyjne. Rachunek ekonomiczny był prosty – za cenę jednego Ultimaker 3 można było kupić cztery równie dobre (choć jednogłowicowe) Prusa i3, a za cenę jednego Ultimaker S5 nawet sześć czeskich drukarek 3D. Bez względu na jakość wykonania, dostępność materiałów, obsługę w chmurze itp., na koniec dnia na czterech czy sześciu drukarkach 3D da się wydrukować więcej części niż na jednej. Nagle Prusa Research stało się dla MakerBot i Ultimaker tym samym czym wcześniej MakerBot i Ultimaker dla Stratasys.

Ale prawdziwa rewolucja wydarzyła się podczas pandemii C19, gdy Josef Průša zaprezentował projekt przyłbicy ochronnej dla medyków i cały świat zaczął masowo kupować tanie drukarki 3D (w większości od Prusy) aby je produkować. I tak Prusa stał się gigantem na skalę światową.

I wtedy popełnił ten sam błąd co Zortrax kilka lat wcześniej… Mimo że posiadał w portfolio dwie doskonale oceniane przez rynek drukarki 3D – Prusa i3 i Prusa MINI, postanowił zmierzyć się z sektorem przemysłowym prezentując w 2021 r. Prusa XL.

Maszyna w zamyśle miała wyznaczyć nowe standardy w taniej produkcji przyrostowej oferując całą masę niesamowitych funkcjonalności, ale… firma nie dowiozła jej na czas. Gdy to się w końcu udało (chociaż wciąż są realizowane dostawy drukarek 3D zamówiony 2 lata temu),wszyscy drukowali już na Bambu Lab i na Prusa XL nikt specjalnie nie czeka – a z pewnością się nie ekscytuje.

Rewolucja A.D. – Bambu Lab

Bambu Lab

Na temat tej wspaniałej drukarki 3D wszyscy już wszystko napisali… Kolejne modele – Bambu Lab A1 i A1 Mini mają w tej chwili tylko jeden cel – zarżnąć Prusa Research tą samą konstrukcją, ale wyższą jakością wykonania i jeszcze niższą ceną. Zobaczymy w którym kierunku dalej podąży firma? Historycznie, każda z w/w firm prędzej czy później popełniała jakiś błąd strategiczny, który był początkiem jej końca (kto dziś pamięta jeszcze triumfy Zortrax z 2014-2015 roku, lub traktuje poważnie MakerBot, który został zredukowany do roli edukacyjnej drukarki 3D?).

Pierwotnie opublikowano na: www.linkedin.com

Scroll to Top