Prowadzenie firmy w branży druku 3D jest jak gra w niszowym zespole death metalowym

Niezależnie od mojej kariery w branży druku 3D, jestem wielkim fanem muzyki metalowej. I nie mam tu na myśli popularnego metalu w rodzaju Rammstein, Ghost, Iron Maiden, Marilyn Manson czy Metallica, tylko jego naprawdę ekstremalny odłam – Cattle Decapitation, Suffocation, Cryptopsy, Nile czy Cannibal Corpse i tym podobne. Muzyka odgrywa bardzo dużą rolę w moim życiu, towarzysząc mi non-stop w pracy, podczas jazdy autem, czy (nielicznych…) chwilach wolnego czasu.

Co ciekawe, z biegiem lat dostrzegłem pewną analogię pomiędzy prowadzeniem biznesu w branży druku 3D i graniu tego typu ekstremalnej formy muzyki. Jednego i drugie jest bardzo trudne i wymagające, z kolei korzyści materialne wynikające z tego są relatywnie małe. Wszystko sprowadza się do jednego: gdybyś grał „normalną, ładną i spokojną” muzykę – więcej ludzi by cię słuchało, więcej przychodziło na koncerty, więcej kupowało twoje koszulki i gadżety. Gdybyś zajął się czymś normalnym, czego ludzie naprawdę potrzebują: produkcją lub sprzedażą chemii gospodarczej, materiałów budowlanych lub chociaż prowadził restaurację „z chińskim żarciem” zamiast bawił się „tymi drukarkami 3D” – twoje życie byłoby dużo prostsze i miałbyś czas na to aby korzystać z jego uroków.

Dla normalnych osób, ekstremalna muzyka metalowa to nic więcej jak bezmyślna kakofonia przypadkowych dźwięków, przerywana nieludzkim krzykiem wokalisty. Mało kto nazwie to „sztuką”, a z pewnością nikt tego nie doceni. Tymczasem prawda jest taka, że większość utworów metalowych jest ekstremalnie trudna do zagrania zarówno pod względem technicznym jak i rytmicznym. Zespoły pokroju Death, Suffocation, Gorguts, Cryptopsy czy Nile wyniosły ten gatunek na absolutne szczyty umiejętności – tego nie da się po prostu zagrać. Każdy z utworów tych wykonawców wymaga godzin / dni / tygodni prób i treningów. Nawet jeśli uda ci się zagrać dany riff w ogóle, to zagrać go czysto w oryginalnym tempie, wraz zresztą utworu stanowi nie lada wyzwanie.

Najdoskonalszym przykładem może być utwór „Bleed” szwedzkiego Mesuggah. Dla fanów Taylor Swift, Drake’a czy The Weekend będzie to tylko ciągłe i monotonne „brr-brr-brr…” grane w kółko przez 7 minut na gitarze. Dla kogoś kto generalnie umie grać na jakimkolwiek instrumencie, stopień w jakim ten utwór jest fizycznie wymagający do zagrania, skomplikowany pod względem rytmicznym i złożony pod kątem aranżacji, wywoła podziw i szacunek. YouTube jest pełen filmów instruktażowych jak poprawnie zagrać „Bleed”. Jak trzymać kostkę do gitary w ręku, żeby to się w ogóle udało. Czy dany fragment da się zagrać uderzając struny od góry czy konieczne jest zrobić to od dołu? Ile trzeba trenować, żeby być w stanie zagrać partię perkusji Tomasa Haake?

„Bleed” to fenomen w świecie ekstremalnego metalu, który ma ponad 56 mln odsłuchań na Spotify. Jednakże utwory Taylor Swift czy Post Malone są słuchane w miliardach razy… Pod względem technicznym czy aranżacyjnym, są proste jak konstrukcja patyka do lodów.

No więc z drukiem 3D jest podobnie…

Dla postronnych osób, wydrukować rzecz oznacza mniej więcej tyle, że „włącza się drukarkę 3D i się na niej drukuje”. Ludzie nie wiedzą, że potrzebny jest do tego model 3D. Nie mają pojęcia z jakiego materiału ma to powstać („no z jakiegoś zwykłego – dobrego, ale nie za drogiego”). Nie wiedzą że są różne drukarki 3D, drukujące z różnych typów materiałów, o różnych właściwościach i ograniczeniach. Nie wiedzą, że 50 cm to w druku 3D bardzo dużo. Nie wiedzą, że gotowy wydruk 3D często wymaga dodatkowej obróbki mechanicznej.

Ale zawsze mają przeświadczenie, że będzie to tanie. To w końcu „tylko kawałek plastiku” (lub aluminium).

Ktoś kto działa w branży AM minimum 2-3 lata już wie, jak ciężki jest to kawałek chleba. Musi umieć projektować w środowisku CAD. Musi umieć obsługiwać i naprawiać drukarkę 3D. Musi doskonale znać się na materiałach – zarówno tworzywach sztucznych jak i żywicach światłoutwardzalnych. Musi znać zasady działania każdej z techniki przyrostowej, żeby w danej chwili wybrać najlepszą z nich lub odrzucić tą, która do produkcji danej aplikacji się nie nadaje. Musi umieć rozmawiać z klientami. Musi umieć prowadzić biznes. Jeżeli ma problem z rentownością – musi wiedzieć jak i gdzie pozyskać dodatkowe finansowanie. Acha, dobrze byłoby żeby umiał pisać dobre posty na mediach społecznościowych, nagrywać ciekawe filmy video na TikTok lub YouTube i w ogóle kreować swój wizerunek (czyli być dobrym w PR).

Jako ze w druku 3D nie ma dużych pieniędzy (szczególnie na samym początku kariery w branży), wszystko musi robić sam. DIY.

Podsumujmy zakres wymaganych umiejętności:

  • projektowanie 3D
  • obsługa drukarki 3D
  • umiejętności w obszarze mechaniki i elektroniki (naprawa!)
  • obsługa oprogramowania drukarki 3D
  • materiałoznawstwo
  • sprzedaż
  • marketing (social media)
  • biznes.

Jeśli grasz brutalny death metal, na twoje pierwsze koncerty będzie przychodziło maksymalnie po kilka-kilkanaście osób (kilkadziesiąt, jeżeli grasz jako support). To jest również liczba twoich potencjalnych klientów, których masz szansę pozyskać w pierwszych miesiącach twojej działalności w branży druku 3D. W obydwu przypadkach nikt nie będzie płacił fortuny za bilet lub usługę, którą oferujesz.

Szczerze? Dużo więcej zarobisz sprzedając latem pamiątki wakacyjne w jakimś kurorcie, lub popcorn i nachosy na plaży.

Zatem dlaczego to robisz?

Dlaczego będą wirtuozem gitary, grasz jakieś ekstremalnie głośne i skomplikowane utwory, które wysłucha maksymalnie kilkaset osób, zamiast zarabiać prawdziwe pieniądze grając na weselach lub w zespole pop-rockowym? Dlaczego posiadając tak szerokie umiejętności techniczne wybrałeś tak niszową technologię, zamiast pracować w dużym zakładzie produkcyjnym przy wtryskarkach lub frezarkach?

Myślę, że każdy ma swoją własną odpowiedź na to pytanie…

Post scriptum

Pragnę podkreślić, że nie uważam, że praca w druku 3D to najwyższy możliwy poziom kompetencyjny w świecie przemysłu. Że jest to bardziej wymagające niż praca w branży odlewniczej, formowania wtryskowego czy obróbki skrawaniem. NIC Z TYCH RZECZY. Po prostu wszędzie indziej ta sama praca jest wyżej opłacana. To jak gra w renomowanej orkiestrze symfonicznej – to inne pieniądze i inne postrzeganie przez świat.

Pierwotnie opublikowano na: www.linkedin.com

Scroll to Top