Gdzie są moje pieniądze???

No więc dość nieoczekiwanie narracja się zmieniła. Po latach przekonywania świata – lecz przede wszystkim samych siebie, że wszystko jest super i wkrótce będzie jeszcze lepiej, od kilku tygodni w mediach pojawiają się kolejne artykuły uderzające w branżę wytwarzania przyrostowego (AM – additive manufacturing), kwestionując jej fundamentalne kierunki rozwoju. Najpierw Joris Peels – redaktor 3DPrint.com popełnił serię artykułów demaskujących finansową sferę czołowych firm tworzących rynek druku 3D, a chwilę później Alex Huckstepp opublikował na Medium.com długi artykuł, w którym rozłożył wszystkich na łopatki, nie pozostawiając złudzeń i nadziei na lepsze jutro.

Faktem jest, że po kilkunastu latach pompowania wielkich funduszy w biznes 3D, ludzie zaczynają pytać: „gdzie są moje pieniądze?”. Większość obietnic nie została spełniona. Firmy które miały odmienić sektor produkcji przemysłowej, walczą o przetrwanie, próbując powstrzymać piętrzące się straty, spadki sprzedaży, rosnące koszty. Równocześnie jak mantrę powtarzając przy tym – „już wkrótce wkroczymy na ścieżkę ku rentowności”.

Człowieku, po tym wszystkim co dostałeś, powinieneś już dawno rządzić światem, a ty przebąkujesz o ścieżce ku rentowności? Bez żartów… Gdzie są moje pieniądze, człowieku? Gdzie są moje cholerne pieniądze?”

Chociaż zmiana narracji jest dość niespodziewana (nikt nigdy nie jest przygotowany na złe wieści), kłamstwem byłoby powiedzieć, że opisywane przez w/w autorów rzeczy są zaskakujące. Rynek druku 3D borykał się z wieloma problemami już od dobrych 2-3 lat, jednakże ostatnie dwa kwartały to prawdziwie czarna seria hiobowych wieści.

Walka buldogów na dywanie

Zła passa zaczęła się tuż przed wakacjami, gdy Stratasys i Desktop Metal ogłosiły chęć połączenia się w jedną firmę. Ni stąd ni zowąd Nano Dimension postanowiło storpedować tę fuzję, zapowiadając że samo przejmie Stratasysa, twierdząc równocześnie, że Desktop Metal to „prawdziwa porażka” i wciągnięcie firmy w struktury Stratasysa zatopi obydwie. Chwilę potem do gry weszło 3D Systems, twierdząc że jedno i drugie rozwiązanie jest bez sensu, i tylko fuzja Stratasys z nimi przyniesie długofalową korzyść dla akcjonariuszy obydwu firm jak i całej branży druku 3D.

Jak wiemy, to wszystko zakończyło się wielkim fiaskiem. Stratasys skutecznie blokował Nano Dimension, które ostatecznie wycofało się z rozmów. Równie skutecznie Stratasys odrzucał kolejne oferty składane przez 3D Systems, definitywnie kończąc wszystkie rozmowy na ten temat we wrześniu tego roku. Niestety sam również poniósł klęskę w kontekście fuzji z Desktop Metal, zostając zablokowanym przez własnych akcjonariuszy. Po kilku miesiącach wielkiego zamieszania i milionach dolarów wydanych na prawników, zewnętrznych konsultantów, analityków i działania PR’owe – wszystko zostało po staremu.

Poza jedną rzeczą… Tworząc to zamieszanie, wszystkie firmy skupiły na siebie wzrok branży finansowej, która zaczęła analizować ich rzeczywistą kondycję i doszła do wniosku, że król jest nagi. Że tak naprawdę te fuzje nie miały nigdy na celu tworzyć nowej wartości, tylko podnieść firmy z kolan. Że cała branża wytwarzania przyrostowego jest w gruncie rzeczy słaba, rozdrobniona, a jej potencjał dalszego rozwoju wygląda dobrze tylko na wartościach procentowych – gdy spojrzeć na to w wartościach rzeczywistych – liczbowych, zaczyna robić się żenująco…

Rynek druku 3D drży w posadach

A potem poszło już górki… Markforged i Desktop Metal otrzymały powiadomienia z giełdy papierów wartościowych, że kursy ich akcji są zbyt niskie jak na standardy giełdowe i muszą podjąć szybkie działania naprawcze (wcześniej z tym samym problemem borykał się Shapeways). Kolejne firmy zaczęły ogłaszać plany naprawcze i restrukturyzacje. Duzi gracze jak Mitsubishi Chemical, zaczęli po cichu wycofywać się z druku 3D. I wszyscy wiedzą już, że jedynym rozsądnym pomysłem na wyjście z impasu są fuzje (vide ostatni apel Gregory Marka – założyciela Markforged, który wzywał Formlabs aby był tak miły i ich przejął).

Źródła tych wszystkich problemów są zróżnicowane. Alex Huckstepp wskazuje na zbyt duże inwestycje poczynione przez fundusze Venture Capital w zbyt dużą liczbę firm produkujących w gruncie rzeczy te same produkty. Chociaż w pełni się z nim zgadzam, mam dodatkowe przemyślenia na ten temat, które zamierzam zaprezentować w kolejnych artykułach opisujących rynek druku 3D. Faktem jest że cierpliwość rynku finansowego do branży druku 3D już się wyczerpała. Żaden poważny fundusz inwestycyjny nie zainwestuje już w taką firmę poważnych pieniędzy. Giełda także się odwraca. Dopóki nie dojdzie do poważnego wstrząsu i przetasowania na samym szczycie branży, nie odzyska ona zaufania inwestorów.

To naprawdę jest bardzo proste: zanim dostaniesz nowe pieniądze, najpierw spłać swoje długi.

Pierwotnie opublikowano na: www.linkedin.com

Scroll to Top